GPS czyli nawigacja satelitarna
Wykorzystanie urządzeń GPS w żegludze na śródlądziu wywołuje zapewne ironiczny uśmiech na niektórych twarzach, bo przecież brzeg akwenu mamy zawsze w zasięgu wzroku, wszędzie blisko, po cóż więc komu nawigacja? Oto odpowiedź: bieżąca informacja o pozycji, aktualna prędkość i kurs, czas dojścia do zadanego punktu, podróż według zadanej trasy, poszukiwanie najbliższych punktów które nas interesują (przystań, sklep, restauracja, itp.), zapamiętywanie punktów, w których się znajdujemy/zatrzymujemy (bardzo użyteczne dla wędkarzy) oraz kilka innych ważnych, również na śródlądziu, rzeczy. Użyteczność takiego drobiazgu odczuwa się szczególnie wtedy, gdy trafiamy na nieznany nam zbiornik/teren, lub chcemy dotrzeć w miejsca, które chcielibyśmy poznać, a do których dostęp jest utrudniony i nam nieznany.
Urządzenia GPS w żegludze dotychczas używane były tylko na morzu, a i tak ze względu na wysoką cenę, nie każdy mógł sobie na nie pozwolić. Dziś dostępne są one za przysłowiową złotówkę w ramach abonamentów telefonii komórkowej. Wiele aparatów telefonicznych posiada wbudowany moduł GPS, który z wykorzystaniem stosownego oprogramowania, pozwala na bardzo precyzyjną nawigację. Oczywiście zaznaczyć tu należy, że urządzenia profesjonalne, lub dedykowane do trekkingowej lub jachtowej nawigacji satelitarnej będą o wiele lepszym narzędziem ze względu chociażby na trwałość, wodoodporność i żywotność baterii, ale jak wspomniałem wyżej, z reguły bywają sporym wydatkiem. Do amatorskiego użytku wystarczy moim zdaniem PDA z wbudowanym modułem GPS oparte na platformie Windows Mobile. Ot, choćby takie jak ten:
Urządzenie to z powodzeniem wykorzystywałem do jeziorowych wypraw, wycieczek w pobliskie góry, jak i na tegorocznym grzybobraniu. Sprzęt sprawdza się, o ile nie narazimy go na warunki extremalne: ulewny deszcz, duży mróz, upadki, itp. Oprócz oprogramowania nawigacyjnego urządzenie to ma możliwość wykorzystania różnego, nawet swojego, autorskiego oprogramowania. Jednym z hitów końcówki poprzedniego sezonu był prosty program, pobierający aktualną pozycję z modułu GPS i wyświetlający dla tej lokalizacji prognozę ICM. Zważywszy fakt, że działa on wszędzie tam, gdzie pozostajemy w zasięgu telefonii komórkowej, okazuje się on być naprawdę wartościowym programem (ICM podaje prognozy dla całej Europy). Oczywiście za połączenie z internetem trzeba zapłacić (różne stawki w zależności od operatora i wykupionego abonamentu), ale i tak jest to tańsze niż płatne prognozy SMS'owe, których jakość w porównaniu do prognoz ICM pozostawia wiele do życzenia.
W żegludze mozna również pokusić się o wykorzystanie małych laptopów z zewnętrznymi modułami GPS podłączanymi przewodowo lub przez Bluetooth. Oprogramowanie funkcjonuje w podobny sposób, ale należy liczyć się ze znacznie większym poborem energii przez komputer przenośny. PDA również nie jest długodystansowcem jeżeli chodzi o pracę na bateriach w porównaniu do urządzeń np. typu Garmin, warto więc mieć na łodzi gniazdo zapalniczki do którego podepniemy ładowarkę. O ile PDA można podłączyć do gniazda zapalniczki i naładować go nie obciążając specjalnie akumulatora, to laptop stanowi już dość problematyczne urządzenie dla łodzi skąpo wyposażonej w źródła zasilania.
Jeżeli chodzi o programy wykorzystywane do nawigacji z PDA to chyba aktualnie najpopularniejszymi z nich są OziExplorer i GarminQue. Pierwszy z nich pozwala wykorzystać mapy rastrowe /skanowane/, drugi natomiast opiera się na mapach wektorowych. Poniżej zrzut ekranu z obydwu programów i znane prawie wszystkim mazurskie Mikołajki:
Rozszerzę trochę wiedzę na temat tych programów i map w osobnych podstronach, tutaj chciałbym się skupić na informacjach ogólnych. Z powyższego obrazu widać chyba różnicę pomiędzy programami. Na ekranie OziExplorera mamy najzwyklejszą papierową mapę, zeskanowaną i wgraną do urządzenia jako obrazek w formacie JPG lub innym, "zaczepioną" do siatki GPS (o tym jak to zrobić, w zakładce "OziExplorer i rastry"). Obraz z GarminQue to mapa wektorowa, w takiej samej formie jaką mamy w odbiornikach do nawigacji firmy Garmin (nawigacje samochodowe to również mapy wektorowe). Nie chcę tu prowadzić rozważań który system jest lepszy, każdy wybierze sam. Używam OziExplorera ze względu na mapy które posiadam, czyli zeskanowane mapy Wielkich Jezior Mazurskich z batymetrią (!) i mapę Jeziora Nyskiego (również z batymetrią) w zestawie z punktami WPT wskazującymi zagrożenia na szlaku. GarminQue na dziś tego nie oferuje w oczekiwanym przeze mnie wydaniu. O ile w przypadku WJM batymetria jest jako taka (precyzyjna dla Śniardw, pozostałe mało dokładne), o tyle o Jeziorze Nyskim można tylko pomarzyć: niebieska plama na mapie. Trudno zresztą mówić o batymetrii zbiornika zaporowego, wyjaśnione to zostało tutaj... Być może ktoś, kiedyś pokusi się o stworzenie rzetelnej "wektorówki" dla naszego zbiornika. Służę pomocą i trzymam kciuki. Oto porównanie efektu użycia programów dla zbiornika nyskiego:
W przypadku map skanowanych wypada wspomnieć o tym, że niebagatelną rolę odgrywa tutaj skala mapy. Przy skali 1:50000 użytkowanie takiej mapy w żegludze na śródlądziu raczej traci sens. Rozmyte sczegóły, znaczny błąd pozycji wynikający z niemożliwości właściwego "zaczepienia" mapy do siatki GPS, itp. Mapy w tej skali można z powodzeniem wykorzystywać natomiast do pieszych wędrówek. Ogólnodostępne "sztabówki" świetnie sprawdzają się na grzybobraniu i innych wyprawach w dzikie ostępy; powrót do miejsca startu wycieczki łatwy jak nigdy, o ile wytrzyma bateria... Jeżeli natomiast dysponujemy mapami w skalach 1:25000 i 1:20000 (jak w przypadku map Mazur p. Szajkowskiego), to są one jak najbardziej uzyteczne i praktyczne. Wspomnę tutaj, że amatorską mapę dla wodniaków dla Jeziora Nyskiego wykonano w skali 1:12500, dlatego też jest ona materiałem, który trudno przecenić.
Na rynku wciąż pojawiają się nowe programy i produkty dedykowane szerokiemu gronu użytkowników urządzeń GPS, trudno już w tej chwili wszystkie je zliczyć. Liczba użytkowników rośnie w znaczącym tempie, nie dziwi więc fakt, że pojawia się coraz więcej firm wietrzących w sprzedaży oprogramowania i map dobry interes. Obecnie można już kupić na rynku gotowe do użytku mapy rastrowe gdzie program sterujący wliczony jest w cenę. Oczywiście dostępne mapy dotyczą najpopularniejszych regionów Polski a nasz zbiornik się do nich niestety nie zalicza, znów więc mamy do czynienia z błękitną plamą na mapie.
Tyle tytułem wstępu. Zapraszam do lektury zakładek szczegółowych, gdzie znajdziecie więcej informacji na temat posługiwania się poszczególnymi programami.
Góra Strony


